Podcast Marketing Manager 2.0 – Odcinek 3: Prawo dla online marketera / specjalisty social media – podstawy – Rafał Malujda

Posted onLeave a commentCategoriesPodcast

W trzecim odcinku podcastu „Marketing Manager 2.0” rozmawiam z Rafałem Malujdą, radcą prawnym, rzecznikiem patentowym, specjalizującym się obszarze nowych technologii, komunikacji, e-commerce, start-upów i biznesu.

Z odcinka dowiesz się:

  • Jak podpisywać dobre umowy z klientami.
  • Za co odpowiada marketer pracujący na etacie i w agencji.
  • Czy marketer odpowiada za „zepsucie marki”, którą się opiekuje.
  • Jakie narzędzia może bezpłatnie używać w swojej pracy.
  • Jak chronić się przed nieuczciwymi praktykami.

Odcinek do posłuchania:

Soundcloud

Youtube

Partnerem podcastu Marketing Manger 2.0 jest firma Elastic Email – profesjonalny partner w e-mail marketingu.

Pełna transkrypcja odcinka znajduje się poniżej:

Gościem dzisiejszego odcinka będzie Rafał Malujda, radca prawny oraz rzecznik patentowy. Osoba, która bardzo mocno specjalizuje się w prawie, nowych technologiach, startupach, IT, marketingu, komunikacji i szeroko pojętej branży kreatywnej. Bardzo cenię sobie Rafała bo obserwuję go od wielu lat jak konsekwentnie realizuje strategię i plan na wąskie skupienie się na tych konkretnych branżach i rozwiązywanie problemów właśnie tych konkretnych osób z firm z tego obszaru.

Nie będziemy rozmawiać z Rafałem na tematy związane z RODO, GDPR czyli z tym co gdzieś tam ostatnio jest najbardziej trendy w kwestiach związanych z prawem. Skupimy się na takich tematach bardziej podstawowych, będziemy rozmawiać o podstawach prawnych dla web marketera, online marketera, marketing managerów czy podwykonawców, freelancerów i konsultantów. Będziemy rozmawiać głównie o umowach, o tym jak je dobrze tworzyć, jak przekazywać wyniki swojej pracy klientowi, za co my jako marketerzy odpowiadamy – czy na przykład możemy odpowiadać, za kolokwialnie mówiąc zepsucie marki czy raczej nie.

Później opowiemy sobie o narzędziach, z których możemy jako marketerzy za darmo i zarazem legalnie korzystać, a na końcu powiemy o kwestiach związanych z nieuczciwymi praktykami, czego nie powinniśmy robić w Internecie jako marketerzy żeby nie zostać narażeni na różnego rodzaju sankcje prawne.

Zapraszam do wysłuchania. Wyszła naprawdę fajna rozmowa zwłaszcza, że padło podczas niej wiele konkretów, które warto sobie zanotować. Wiedza którą można pozyskać po odsłuchaniu tego odcinka, mam nadzieję, że przyda wam się w codziennej pracy i będziecie mogli ją praktycznie wykorzystać.

Kacper Skoczylas: Cześć Rafał, powiedz wszystkim kim jesteś i czym się zajmujesz.

Rafał Malujda: Cześć Kacper, jestem Rafał Malujda, jestem radcą prawnym i rzecznikiem patentowym. W praktyce zajmuję się doradzaniem firmom dużym i małym w zakresie różnych aspektów prawnych. W szczególności e-commerce, prawa nazwijmy to rozrywki, nowych mediów, gamingowego IT, czyli generalnie tego co jest związane z nowymi technologiami, nowymi trendami, nowym marketingiem.

A skąd wyszła chęć skupienia się na tym obszarze? To wynikało z zainteresowań czy uznałeś, że jest nisza i trzeba pójść w tym kierunku?

Wyszło to u mnie faktycznie z zainteresowań. Gdzieś na początku liceum dość mocno zacząłem sympatyzować z grupami linuxowymi, miałem znajomych, którzy w tym obszarze działali. Jeden z nich jest już teraz doktorem habilitowanym na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym. Początek to faktycznie były czasy czarnego linuxa, czarnego ekranu z białymi literami gdzie dopiero interfejsy graficzne w obszarze zaczynały wchodzić. Był to bardzo ciekawe, niszowe, geekowe i to mnie przyciągnęło.

Fajnie połączenie wydaje mi się, że w tym obszarze jest jednak duże zapotrzebowanie na kogoś, kto się konkretnie na tej branży skupi. My się Rafał spotykamy dziś ponad miesiąc od wejścia w życie zmian związanych z GDPR i RODO, o którym wszyscy w Polsce i na całym świecie mówią. To jest o tyle ciekawa sytuacja, że nie rozmawiamy o RODO dzisiaj. Jeżeli ktoś myślał, że pierwszy podcast na temat prawa, który będę chciał przygotować będzie o RODO to niestety musi jeszcze poczekać. Mam nadzieję, że przygotujemy taki odcinek w przyszłości, gdzie poruszymy te kwestie pozyskiwania danych klientów, realizowania kampanii marketingowych w zgodzie ze wszystkimi standardami i przepisami. Ale dzisiaj chciałem się troszkę bardziej skupić na fundamentalnych rzeczach, na podstawach prawnych, które moim zdaniem i twoim zdaniem, każdy marketer, specjalista, który sobie niezależnie działa czy freelancer, powinien znać.

Powiedz mi jak to jest z tym RODO po miesiącu od wejścia. Ledwo udało nam się znaleźć chwilę żeby to nagrać. Rozumiem, że klienci walą drzwiami i oknami mówiąc kolokwialnie.

Faktycznie jest dużo zamieszania z RODO, dużo ciekawych projektów w tym obszarze ale też dużo nieporozumień i chyba ten miesiąc pokazał dwie rzeczy. RODO to co już spowodowało, to co złośliwi mówią, że to jeden wielki wyciek danych. Wiele firm, dużych dostawców, realizując obowiązek informacyjny zgodny z RODO złamało jednocześnie RODO wysyłając do nas w otwartej kopii ten obowiązek informacyjny i ujawniając innych adresatów poczty. To co istotniejsze moim zdaniem to dochodzimy wydaje mi się, do takiej ważnej konkluzji, że w obrocie publicznym, w przestrzeni publicznej możemy korzystać z własnego imienia i nazwiska. To osiągnięcie RODO uważam za, mówiąc trochę przekornie, bardzo duże. Z tego względu, że wskutek RODO i takiego pomieszania pojęć co jest ochroną danych osobowych, a co zbyt przejaskrawioną ochroną prywatności, zaczynamy dochodzić właśnie do sedna, że jednak imienia i nazwiska możemy używać i zaczynamy RODO interpretować tak bardziej zdroworozsądkowo.

Czyli ten miesiąc pokazał, że nie takie te zmiany straszne jak się wydawało wszystkim.

Dokładnie. One tak na dobrą sprawę są w wielu miejscach kontynuacją, rozwinięciem tego co już dotychczas obowiązywało. Na pewno kary, którymi z wielu miejsc nas straszono i które są zapisane w przepisach zmotywowały wiele podmiotów, żeby w ogóle problematyką danych osobowych się zająć.

Czyli chyba się udało. Nie będziemy jednak skupiać się na RODO. Dziś będziemy rozmawiać o kwestiach bardziej podstawowych. Powiedz mi, jak uważasz, czy znajomość prawa w branży IT jest istotna? Czy będąc marketerem, osobą która zajmuje się komunikacją powinienem znać się na aspektach prawnych?

Jak najbardziej! Przykłady naszych czasów, ostatnich miesięcy, ostatnich lat pokazują, że różnego rodzaju negatywne zdarzenia marketingowe mogą zaważyć o losie całej marki. Nie przez przypadek, marketing jest związany z marką co przekłada się na wartość firmy i to chyba niekiedy osobom, które chcą działać w tym obszarze albo działają, trochę umyka. A jest to bardzo ważne i istotne. Można powiedzieć, że jest coraz więcej takich obszarów prawnych, które te osoby powinny wiedzieć, że są, że powinni się nimi zająć czy mieć na uwadze i że ich znajomość prawa to nie tylko wiedza jakiego rodzaju formę działalności przyjąć. Czy to ma być jednoosobowa działalność gospodarcza czy założyć z kimś spółkę, jakiego rodzaju model opodatkowania przyjąć bo to są oczywiście kwestie istotne ale bardzo podstawowe dla każdego przedsiębiorcy.

Natomiast jeżeli świadomie i mądrze chcemy podejść do działań marketingowych to musimy znać zasady ogólne, te na przykład dotyczące email marketingu czy choćby reklamy porównawczej. Ale też, w zależności od tego, na jakiej konkretnej branży chcemy się fokusować to musimy pamiętać o tak zwanych przepisach sektorowych. Prawnicy, lekarze, branża odzysku czy też przetwarzania różnego rodzaju energii odnawialnej, branża odpadów, cała branża medyczna zwiera swoje kodeksy etyki, reguły dotyczące reklamy w szczególnych sytuacjach, w tym reklamy w internecie chociażby. Jest dość sporo takich obszarów, które trzeba mieć na uwadze. Też to co ucieka, a jest związane chociażby z aktualnymi mistrzostwami świata, można powiedzieć że tego rodzaju wydarzenie kreują swój parasol marketingowy, parasol prawny – różnie możemy to określać. Chodzi, o to że wchodzą szczególne reguły, które mają bardziej charakter umowny, a które dotkliwie odczuwają państwa, które organizują tego rodzaju wydarzenia i przyjmują na siebie te zobowiązania, które na dobrą sprawę dzielą rynek i informują nas w zakresie jaki znak towarowy taki, a nie inny może być wykorzystywany przez określone podmioty. Czy podmiot który nie jest sponsorem danego wydarzenia może je jakoś wykorzystać w tej branży marketingowej podczas na przykład mistrzostw świata w piłce nożnej. Historia dostarczyła bardzo wielu przykładów, takiego ambush marketingu chociażby, który jest związany z tym, że gdzieś tam niektóre podmioty próbują wykorzystać dane wydarzenie, nie będąc sponsorami, nie finansując go ale marketingowo bardzo mocno z tego czerpiąc. Faktycznie sprawny marketingowiec, poza ciekawymi pomysłami na zaistnienie marki musi też przynajmniej mieć świadomość tego, jakie główne punkty musi mieć na uwadze, o czym porozmawiać z prawnikiem albo samemu sprawdzić, żeby firmy, którą reprezentuje nie narazić na straty. Wizerunkowe i majątkowe.

No to jest bardzo fajny przykład bo mistrzostwa pokazują bardzo mocne wykorzystywanie tych elementów związanych czy z brandingiem mistrzostw czy z logotypem. Na przykład w mediach społecznościowych często i mniejsze, i większe firmy wykorzystują motywy mistrzostw. Taki case z życia. Lokalny pub wrzuca post na temat promocji z okazji Mundialu z grafiką logotypu Mundialu. Z punktu widzenia prawa to jest nielegalne, prawda?

Wtedy zaczyna taki pub korzystać z trademarku, nie da się ukryć, że wykorzystując to logo chce przyciągnąć kibiców do tego żeby przyszli do tego pubu i korzystali z jego usług. W tym takim pędzie reakcji marketingowych, marketingowcy są sprawni i szybcy ale nie można zapominać o najistotniejszych rzeczach.

Czasami są za szybcy i nie pomyślą zanim coś zrobią. Powiedz mi gdzie taki marketingowiec, nie ma znaczenia jakiej firmy, ma takich informacji szukać. Skąd on ma wiedzieć czy dane źródło, dany logotyp, daną grafikę może wykorzystać? Czy to kwestia bycia świadomym człowiekiem i wiedza, że to można, a tego nie można? Czy są jakieś miejsca w sieci gdzie warto spojrzeć przed opublikowaniem jakiejś informacji?

Wszystko zależy od tego, w jakim obszarze geograficznym się poruszamy albo chcemy poruszać. Dobra, o których mówimy, to są dobra własności intelektualnej. One są chronione co do zasady na dwa sposoby. Mamy prawa uzyskiwane wskutek rejestracji, ogólnie, w tym czy innym urzędzie patentowym. Przez tak zwany akt formalny, idziemy do urzędu patentowego, składamy określony wniosek na przykład wniosek o ochronę znaku towarowego i skutkiem tego jest to, że taki znak towarowy podlega już ochronie formalnej po zarejestrowaniu, zaakceptowaniu wniosku przez urząd patentowy. My mamy publiczny i jawny dostęp do baz patentowych, w tym baz znaków towarowych i możemy te wszystkie aktualne znaki sobie sprawdzić. Z drugiej strony jeżeli mamy do czynienia z tak dużym wydarzeniem jak Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, Mistrzostwa Europy, różnego rodzaju duże wydarzenia artystyczne, sportowe, jakiekolwiek inne to warto jest sprawdzić bazy znaków towarowych, bo z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością te znaki są zawsze zarejestrowane.

Dodatkowo są reguły takiego wydarzenia i nawet jeżeli jest jakiś logotyp czy znak słowno-graficzny nie zarejestrowany w urzędzie patentowym to musimy mieć świadomość, że on też podlega ochronie. Są reguły, które zostały przez organizatora przewidziane jeżeli chodzi o wykorzystanie tego znaku lub nazwy. A jeżeli takich reguł nigdzie nie możemy znaleźć to powinniśmy zapytać organizatora czy on się zgadza, żebyśmy z takiego znaku korzystali i na jakiś warunkach, czy też nie. To jest podstawowe założenie, które też przekłada się na inne obszary własności intelektualnej jak prawo autorskie, z tego względu że pomimo że nie są to prawa rejestrowane w jakimkolwiek urzędzie patentowym to wszyscy, w cudzysłowiu, wiemy, że nie możemy korzystać z cudzych utworów. Niezależnie gdzie je znajdziemy, niezależnie czy są one oznaczone znaczkiem copyrights, nie możemy czerpać z cudzej twórczości. Chyba że twórca, autor wyraził na to zgodę nadając na przykład jakąś ogólną licencję, otwartą typu creative commons, w przypadku utworów literackich czy muzycznych, po różnego rodzaju licencje opensourcowe jeżeli mówimy o tej branży softwarowej. To jest jeden obszar, a z drugiej strony też w prawie autorskim każdego państwa istnieje obszar dozwolonego użytku – prywatnego, publicznego, w który też możemy celować i który też jest i może być interesujący dla branży marketingowej.

Czyli innymi słowy zanim cokolwiek użyjemy, z czegokolwiek będziemy chcieli skorzystać znalezionego w sieci, czy obecnie bardzo popularnego trzeba kilka razy sprawdzić i zweryfikować czy możemy to zrobić. Płynnie przechodząc do tego obszaru czy możemy to zrobić to powiedz mi o takich, podstawowych różnicach w przypadku realizowania pewnych czynności. Jak wygląda realizowanie czynności komunikacyjnych ogólnie mówiąc, pracując na przykład w agencji marketingowej, która obsługuje dużą firmę, a pracując na własny rachunek, prowadząc własną działalność gospodarczą i realizując sobie projekty komunikacyjne, obsługę w mediach społecznościowych czy inne marketingowe z domu.

Jakie są różnice z punktu widzenia prawnego, kto za co odpowiada przed klientem, jakie są szanse i zagrożenia?

Podstawowa różnica jest taka, że będąc pracownikiem w dużej części chowamy się pod tym tak zwanym parasolem pracodawcy. Nasza odpowiedzialność wynikająca z kodeksu pracy względem pracodawcy za szkody wyrządzone pracodawcy chociażby, jest ograniczona. Ta odpowiedzialność nie może przekraczać kwoty naszego trzymiesięcznego wynagrodzenia w dniu wyrządzenia szkody wiec tu jest dość istotne i mocne ograniczenie tej odpowiedzialności. W opozycji do pracy na zasadzie freelancera, własnej działalności gospodarczej jest to dość mocne ograniczenia. Freelancer sam występuje na rynku niezależnie od tego czy jest to firma jednoosobowa czy duża spółka, dom mediowy, agencja marketingowa to tutaj zasady odpowiedzialności są takie same. Na pewno freelancer, który sam wychodzi na rynek musi przykładać taką samą miarę staranności jak jego na przykład były pracodawca, u którego pracował, u którego niektórych rzeczy mógł się nauczyć. Tutaj ta odpowiedzialność jest dużo większa. Natomiast nie można zapomnieć też o tym, że kształtuje się już od jakiegoś czas orzecznictwo zgodnie z którym nierzetelne prowadzenie swoich działań u pracodawcy też może być uznane za naruszenie obowiązków zatrudnionego na danym stanowisku. Mowa tutaj chociażby o niedbalstwie, o niewykonywaniu należytym swoich działań. Tutaj pracodawca ma narzędzia, żeby do tej odpowiedzialności nas pociągać.

A co w sytuacji kiedy mamy pracownika, który ma własna działalność gospodarczą i pracuje w firmie na zasadzie kontraktu, rozlicza się z pracodawcą na zasadzie B2B. Co w takiej sytuacji, jak taki pracownik siedzi w biurze z innymi, mówiąc kolokwialnie, etatowymi, wykonuje pracę na zasadzie etatu ale jego forma rozliczenia jest inna. Jak on powinien na to patrzeć?

Generalnie tak samo. Kto gdzie kto siedzi, przy którym biurku i czy w domu, czy w swoim biurze, czy u pracodawcy czy zleceniodawcy ma coraz mniejsze znaczenie bo modele współpracy w jednym pomieszczeniu mogą być bardzo różne. Natomiast istotne jest to żeby ta praca nie była podporządkowana, jeżeli tutaj mówimy o freelancerach. Takie proste zastąpienie umowy o pracę, umową zlecenia tylko ze względów podatkowych, żeby zaoszczędzić być może na podatkach, na pewno na ZUSie, może mieć krótkie nogi. Z tego względu, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych, urzędy skarbowe są w stanie przeprowadzić bardzo wnikliwą kontrolę i zweryfikować kto co dokładnie robił. Czy rzeczywiście jego praca była samodzielna, indywidualna czy on faktycznie pomimo tego, że działa na rzecz jednego przedsiębiorcy – bo to jest możliwe – miał tę wolność, która cechuje działalność freelancerską. Także na to trzeba kłaść nacisk. Czy jesteśmy wykonawcą poleceń kogoś – to wtedy jesteśmy pracownikiem, czy też sami kształtujemy swój warsztat pracy i realizujemy ogólnie nakreślone, ustalone ze zleceniodawcą kierunki działania.

A co z twojego punktu widzenia, jeśli chodzi o te aspekty prawne jest lepsze i korzystniejsze? Czy warto dogadać się z pracodawcą i po dwóch latach pracy przejść na działalność i rozliczać się w formie B2B, czy lepiej być na etacie bo jest bezpieczniej i wygodniej dla nas jako pracownika?

Szczerze mówiąc, nie uciekając oczywiście od odpowiedzi, ciężko na to odpowiedzieć bo jest to taka wypadkowa różnych okoliczności, że na dobrą sprawę ciężko jest to określić. To raczej indywidualna sprawa.

Po tym trochę dłuższym wstępie i omówieniu bardziej generalnych tematów, chciałbym żebyśmy przeszli do tego clue naszego spotkania. Mamy wyodrębnione trzy obszary, o których chcielibyśmy porozmawiać. Pierwszy to umowy, drugi to narzędzia marketingowca i trzeci to nieuczciwe praktyki. Zacznijmy sobie od początku czyli umowy. Najbardziej klasyczną umową jaka powinna interesować marketera, osobę pracującą na własny rachunek czy prowadzącą własną agencję jest umowa na linii klient-agencja. Umowa z klientem.

Tak jest.

Powiedz co w takiej umowie jest najistotniejsze, co powinna zawierać, jaki powinna mieć charakter żeby była dla nas i dla klienta fair, żebyśmy nie wpadli na nic i żebyśmy mogli się zabezpieczyć i obronić w sytuacji kiedy coś pójdzie nie tak w realizacji projektu.

Najpierw uwaga startowa, warto jest zadbać żebyśmy tę umowę mieli w jakiejś utrwalonej formie. To może wydawać się oczywiste ale często w praktyce umyka i warto żebyśmy tej naszej umowy nie musieli zlepiać z smsów, wiadomości skypowych, z informacji na Facebooku. Żebyśmy mieli chociażby w jakimś mailu podsumowane te nasze podstawowe warunki. To naprawdę bardzo często umyka i na etapie dynamicznej współpracy niby wszystko wiemy, jakie mamy założenia z naszej strony, niby myślimy że druga strona rozumie to tak samo. A później w przypadku jakiegoś problemu, fuckupu może być różnie. Dlatego warto o to zadbać.

Warto też zadbać o to z kim rozmawiamy. Często jest tak, że jako młody freelancer jesteśmy bardzo zadowoleni, że jakaś trochę większa, albo w ogóle duża firma, do nas się zwróciła z prośbą o opiekę nad marką. Wtedy jesteśmy bardzo zadowoleni, od razu zaczynamy realizować działania. Ustalamy z osobą X z tej firmy warunki, tak nam się przynajmniej wydaje, że ustaliliśmy te warunki z firmą, a później gdy dochodzi co do czego to okazuje się, że to była osoba nieupoważniona do rozmowy z nami, do zawierania umów ze strony firmy. Nie była to osoba z zarządu, nie był to pełnomocnik, nie był prokurent. Takie wszystkie elementy warto jest sprawdzać, żebyśmy wiedzieli z kim my rozmawiamy.

Często to jest plaga wśród osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, gdzie umowa czy też działalność jest zarejestrowana na żonę, a tak to się ułożyło w małżeństwie, że mąż prowadzi wszystkie sprawy. Natomiast kiedy on nam nie przedstawi pełnomocnictwa, a my z nim rozmawiamy i opiekujemy się tą marką to może się okazać w przypadku jakiegoś konfliktu, że ciężko nam będzie wyegzekwować pieniądze czy w ogóle wykazać, że my z daną stroną zawarliśmy umowę. Od tego bym zaczął.

To w sumie super rada, jakakolwiek podstawowa umowa. Dokument, który będzie opisywał jakie są obowiązki każdej ze stron. Mam wrażenie, że często klienci chcą działać na zasadzie „a nie podpisujmy umowy, przecież się tak dobrze dogadujemy, znamy się od dawna, mamy 35 wspólnych znajomych na Facebooku. Co może pójść nie tak?”.

Dokładnie i zazwyczaj zaczyna iść nie tak przy rozliczeniach i po dziesiątym telefonie czy informacji na Facebooku zaczynamy dochodzić do wniosku, że z zapłatą faktury może być ciężko.

A kolejna, wyświetlona wiadomość na Facebooku utwierdza nas w tym, że możemy się nigdy z tym człowiekiem nie rozliczyć i wcale nie jest takim naszym dobrym znajomym. Co więc taka umowa powinna zawierać jako dokument?

Warto zadbać o to, o czym się często zapomina, czyli o tym, że być może projekt który realizujemy będziemy chcieli dodać do swojego portfolio. Tu warto jest zapisać od razu, czy możemy wymienić nazwę firmy wśród naszych klientów, czy możemy użyć jej logotypu, czy możemy posłużyć się nazwą projektu albo nawet krótkim opisem, który dla tej strony realizowaliśmy. Jeżeli tego nie zrobimy to wchodzimy w obszar interpretacji prawnych co możemy, czego nie możemy, a prosta w tym obszarze najzwyczajniej w świecie oszczędza nam czas.

Jeżeli chodzi o kolejny, bardzo merytoryczne elementy takiej umowy to warto jest dookreślić czego umowa dotyczy. Tutaj mamy dwa zasadnicze typy umów, zgodnie z przepisami, zgodnie z naszym kodeksem cywilnym. Umowy starannego działania i umowy o dzieło. Chociażby na przykładzie typowej umowy o pozycjonowanie można stwierdzić, że wiele czy większość działań marketingowych możemy wtłoczyć w jedne albo w drugie ramy.

Przy umowie starannego działania my odpowiadamy tylko za należytą staranność czyli, że będziemy tak jak nazwa wskazuje, starali się żeby efekt osiągnąć. Czyli na przykład, żeby rozreklamować markę, żeby ona wyskakiwała w wynikach wyszukiwania na pierwszych miejscach. Przy umowie o dzieło gwarantujemy sukces czyli gwarantujemy skutek. Tutaj ten skutek powinien być osiągalny wedle jakiś obiektywnych kryteriów znanych w dacie zawarcia umowy. My gwarantujemy klientowi, że on po miesiącu będzie wyskakiwał maksymalnie na piątym miejscu na pierwszej stronie wyszukiwarki. Świadomość jest najważniejsza bo oczywiście rzadko jest to tak jasno skonstruowane, że mamy do czynienia z umową starannego działania, która polega na tym i na tym, albo z umową o dzieło i musimy tutaj bazować na interpretacji tych zapisów, które już są. Warto jest poświęcić czas na czytanie tego co druga strona, szczególnie firma, którą obsługujemy daje nam do podpisania żebyśmy później nie byli zdziwieni, że zagwarantowaliśmy realizację tego piątego miejsca w wyszukiwarkach.

A kto powinien taką umowę przedstawić jako pierwszy. My jako wykonawcy, podwykonawcy czy raczej klient powinien mieć swój wzór gotowy i go wysyłać?

Warto jest mieć swoją umowę, z tego względu, że szczególnie jeśli jesteśmy początkowym freelancerem to po pierwsze buduje to nas jako firmę, jesteśmy już w coś wyposażeni, a po drugie może zaoszczędzić nam czas. Wciąż nie ma aż tak wielu podmiotów, które miałyby chociażby swoją wystandaryzowaną umowę o SEO czy oświadczenia jeszcze bardziej wysublimowane z obszaru marketingu. W zależności od tego co robimy możemy sami taką umowę spróbować skonstruować i ona na pewno będzie lepsza niż adhoc umowa przygotowywana przez klienta.

Czyli lepiej mieć swoją umowę. A jak jest z przekazywaniem wyników prac klientowi? Zrealizowaliśmy dla klienta 10 kampanii na Facebooku albo przygotowaliśmy strategię marketingową i teraz jak to przekazać temu klientowi, żeby on powiedział „jest ok, to jest to czego oczekiwaliśmy, zapłacimy ci za to”. Jak to zrobić żeby obie strony wyszły na tym dobrze i nikt nie został oszukany?

W branżach kreatywnych, a marketingowców trzeba tu uwzględnić, ta definicja tego co zostało zrobione, definition of done jest bardzo trudna do określenia. Teksty można pisać w bardzo różnym stylu i one się mogą klientowi podobać mniej lub bardziej. Można opracować przy okazji jakiejś kampanii znak graficzny, który znowu dla klienta może być za mało zielony na przykład i warto jest do takiej umowy od razu wprowadzić zapisy zgodnie z którymi klient akceptuje nasz styl.

W tym sensie, że on nas zna, wie w jakim stylu my pracujemy, jeżeli chodzi o grafików na przykład, czy w jakim stylu piszemy wierszówki jeżeli chodzi o copywriterów. Tak żeby później nie było zarzutów co do tego, że cały czas te teksty nam się nie podobają, one nie są takie fajne jak myśleliśmy, że będą. Można to ograniczyć ilością iteracji czy ilością zmian, których klient może oczekiwać, że my wprowadzimy. Sygnalizując nam, że ten kierunek jest ok ale określony obszar on chciałby żebyśmy poprawiali. Wtedy od zapisów w umowie de facto zależy ile razy będziemy musieli dany tekst poprawiać czy ile wersji logotypów, logobooków będziemy musieli klientowi pokazywać, żeby on w końcu za 15 razem powiedział „no dobra, zaczynamy zbliżać się do tego o co mi chodziło” albo po tym 15 razie powie „no nie, tutaj nie widzę szans na dalsze kontynuowanie współpracy bo to już 15 logotyp i żaden mi się nie podoba”.

A my jako wykonawcy, jako grafik nie mamy w tym wypadku zapłacone, nie mamy nawet podstawy prawnej żeby się ubiegać o to.

Tak, dokładnie. To są bardzo cenne rzeczy, czy coś jest ładne, czy coś jest brzydkie, a tak na dobrą sprawę to nie ma wielkiego znaczenia. Ważne jest czy to było zgodne z umową. Abstrahując od tego akceptowania stylu to chyba ważniejsza jest ilość iteracji, klient przychodzi do nas jako do profesjonalistów, my też świadczymy usługi klientom jako profesjonaliści. Skoro ja przychodzę do określonego sklepu, który ma mi wyprodukować logotyp to ja wiem, że logotypy z tego sklepu mi się podobają czy teksty z tego sklepu mi się podobają. Dajmy sobie szansę na trzy poprawki, później jeżeli mi się to nadal nie podoba to można powiedzieć, że obiad już zjadłem czyli muszę zapłacić.

Ma to sens. A powiedz co w sytuacji kiedy zrobiliśmy jakiś wpis na Facebooka, zrobiliśmy jakąś strategię marketingową i na przykład coś poszło nie tak. Klient to wykorzystał, wdrożył i coś się stało, że klienci przestali kupować u niego. Czy w takiej sytuacji marketer odpowiada za nazwijmy to „zepsucie marki”, obniżenia jej wartości czy raczej to jest kwestia totalnie niezwiązana z nim w sensie on mógł popełnić błąd, ale z punktu widzenia prawnego to nie jest jego problem. Jak to wygląda z perspektywy prawnej?

To jest w ogóle przeciekawe zagadnienie, które od jakiegoś czasu zyskuje na znaczenie i to właśnie w dwóch obszarach. Jeden obszar to jest ten, o którym ty powiedziałeś czyli odpowiedzialność za działania marketingowe. Zaczyna to dotykać kwestii rozliczeń z firmą marketingową, z freelancerem, marketingowcem. Chodzi o to że coraz częściej można spotkać kontrakty, które uzależniają wynagrodzenie firmy marketingowej, która na przykład zajmuje się promocją marek, promocją produktów market placach, w różnych kanałach sprzedaży, na eBayu, na Amazonie, gdziekolwiek indziej od obrotu, który jest osiągany na tych kanałach. To jest zauważalne i różnego rodzaju badania właśnie w tym obszarze w branży marketingowej to pokazują.

Z drugiej strony zaczyna już panować świadomość, że rzeczywiście działanie marketingowca to nie jest tylko wrzucenie pięciu postów na Facebooka. Przykłady różnego rodzaju napojów wyskokowych, nawet naszych rodzimych,  dobitnie pokazują, że wrzucenie czasem prostego zdjęcia może zaorać markę, kompletnie. Zaczynamy łączyć te działania bardzo istotne, marketingowe z budowaniem wartości firmy albo z psuciem wartości firmy.

Tutaj jak najbardziej marketingowcy muszą też być świadomi i tu możemy wrócić do początku naszej rozmowy gdzie mówiliśmy o tym, że marketingowiec powinien wiedzieć chociaż jakie obszary prawa powinien sprawdzić, czym się zainteresować, żeby później przez przypadek nie zrobić swojemu klientowi-lekarzowi kampanii, która jest niezgodna z kodeksem etyki lekarskiej. Bo tutaj będzie wprost narażony na odpowiedzialność odszkodowawczą, a być może nawet karną.

Tak, to już nie będą negatywne komentarze na Facebooku tylko już o wiele poważniejsze kwestie.

O wiele poważniejsze i tutaj warto mieć świadomość, że trochę jak ten lekarz, marketingowiec dotyka bardzo wrażliwej tkanki u swojego klienta i może mu mocno pomóc albo mocno zaszkodzi. Należy podkreślić, że marketing to nie są proste, mechaniczne działania, oczywiście to wszystko się w tej branży tak nazywa – marketing ninja, różnego rodzaju specjaliści i tak dalej ale to jest bardzo wrażliwa rola.

Niestety nowoczesna nomenklatura wpływa, moim zdaniem, bardzo negatywnie na postrzeganie tych osób bo wielokrotnie jak widzę ogłoszenie typu Social Media Ninja to coś zawsze się we mnie gotuje. Wbrew pozorom w większych firmach osoba odpowiedzialna za kanały społecznościowe, za komunikację w tych kanałach ma na sobie olbrzymią odpowiedzialność bo jest słowami i twarzą danej marki, a nie jakimś tam, tak upraszając, studentem, który chce sobie dorobić prowadząc Facebooka znajomej.

Dokładnie tak to chyba jest utożsamiane, a to rzeczywiście ma ciągnąć sprzedaż.

Dokładnie, te działania mają się w jakiś sposób przekładać na biznes i realizować cele firmy. A powiedz z punktu widzenia firmy jak firma może się zabezpieczyć z punktu widzenia prawnego, przed jakimiś działaniami nieuczciwego marketera który będzie robił średnio legalne rzeczy w pozycjonowaniu.

Przykład z życia: zatrudniamy kogoś do prowadzenia Facebooka, w którym ktoś mi obiecuje, że będzie bardzo fajnie realizował długoterminową strategię, generował fanów przez co ja sprzedam więcej i taka osoba po tygodniu mówi, że nagle przybyło 10k fanów i okazało się że on tych fanów kupił na allegro. To są osoby z Indii nie mające znaczenia w naszym biznesie. Czy my możemy taką osobą pociągnąć do odpowiedzialności w jakiś sposób za psucie marki.

W tym przypadku niekoniecznie jeżeli tego faktycznie nie zapisaliśmy w umowie. Z perspektywy klienta jeżeli chcemy mieć dobrą umowę to też musi funkcjonować duża świadomość w zakresie tych niecnych działań marketingowych, które można podzielić na dwie grupy.

Jedna to te, które są zgodne z prawem aczkolwiek psują markę czy nie pomagają rozwojowi ale są nazwijmy to legalne. Nie ma zakazu kupowania lajków, to że komuś zapłacimy za lajka nie jest od strony prawnej niczym złym. Od strony etycznej, sensownego, mądrego marketingu to to jest jak najgorsza praktyka.

Zakazane przez prawo są działania wprowadzające w błąd i oszukańcze. Gdybyśmy powiązali to kupno 10k lajków z komunikatem, że w skutek naszej kampanii czy tego, że nasz produkt jest świetny przez tydzień przybyło nam 10k unikalnych użytkowników naszego produktu, to to jest wprowadzanie w błąd i tutaj już prawo nieuczciwej konkurencji wchodzi w grę.

Natomiast wracając do twojego pytania to firma powinna wiedzieć jakich działań nie dopuszcza chociażby na zasadzie tego przykładu i te najbardziej typowe, powinna do umowy wrzucić. Bo jeśli chodzi o te przykładowo lajki to kupowanie lajków pomimo tego, że etycznie naganne to tak jak mówiłem, może ale nie musi być naruszeniem prawa. Natomiast kradzieże lajków, gdzie nasza kreatywna agencja marketingowa albo freelancer zaczynają wpuszczać na różne strony skrypty gdzie użytkownicy będą klikali jakieś przyciski, a de facto dodawali nam lajki na Facebooku to już jest oszustwo i tutaj są przepisy i prawa zwalczania nieuczciwej konkurencji, odpowiedzialność odszkodowawcza jak i przepisy karne, które można do tego działania zastosować.

Mówiłeś że edukacja jest tutaj niesłychanie ważna, gdzie taki przedsiębiorca może takiej wiedzy szukać? Koniecznie jest posiadanie zaufanego prawnika który po prostu będzie mu doradzał czy może sobie gdzieś czytać materiały w Internecie i na tej podstawie podejmować odpowiednie decyzje?

Na pewno warto jest mieć kilka swoich zaufanych miejsc, zarówno na naszych krajowych portalach i w innych państwach bo przejrzenie trzech czy czterech portali branżowych z danego obszaru nie zabiera wiele czasu, a daje nam ogólnie rozeznanie.

Do tego różnego rodzaju ciekawe praktyki czy ciekawe orzeczenie, ciekawe przykłady nowych, negatywnych zachowań, bad SEO chociażby, one się rozpowszechniane w Internecie bardzo szybko i na tą naszą popularną stronę, którą sprawdzamy to dojdzie więc warto jest mieć taką świadomość. Chociażby po to żeby idąc do tego znajomego prawnika, który też akurat może nie zna nowiutkiego trendu sprzed pół godziny, rzucić hasło „słuchaj czy do umowy naszej nie powinniśmy czegoś dorzucić bo słyszałam, że firmy marketingowe robią tak i tak i czy to jest dobre, złe, można, nie można?”

Przejdźmy płynnie do narzędzi, które marketerzy wykorzystują. Powiedz na samym początku bardzo ogólnie, jakie narzędzia w codziennej pracy, praktycznie może legalnie, zgodnie z prawem wykorzystać marketer?

Różnego rodzaju stocki, różnego rodzaju miejsca publikacji tekstów czy grafik, zdjęć, które twórcy publikują na zasadach licencji creative commons czy innej, która nas do tego upoważnia, to jest jedna strona medalu. Z drugiej strony możemy, budując kampanię marketingową myśleć od niedawna, jeżeli chodzi o nasze prawa autorskie o parodii. Parodii pozytywnie rozumianej oczywiście, która nie jest plagiatem, a ustawa dość ogólnie o tym mówi, że w zakresie uzasadnionym prawami gatunku twórczości możemy korzystać z utworu na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury. Nie ma żadnego ograniczenia, żeby takiej parodii czy karykatury nie wykorzystać w działalności komercyjnej.

Co to może w praktyce oznaczać? Jeżeli mamy pomysł na jakąś kampanię marketingową, która chociażby ociera się kierunkowo o motywy z Gwiezdnych Wojen, nie będąc tymi samymi motywami, nie będąc tymi samymi postaciami, tym samym znakiem towarowym, tą samą nazwą, to możemy w tym obszarze podziałać i spróbować naszą firmę wkomponowaną się w ten nurt się promować. Często mamy do czynienia z sytuacją gdzie różnego rodzaju reklamy czy filmy reklamowe, dłuższe i krótsze, zaczynają się od standardowego motywu, który bazuje na motywie z Gwiezdnych Wojen. To jest bardzo popularne i parodia daje nam jeszcze większe prawa, nie do tego żeby kopiować cudze rozwiązanie, kopiować wizerunek i nim się chwalić bo to jest zakazane, natomiast pozwala nam na zręczne działanie.

Przy czym musimy pamiętać, że tu może się spotkać kilka praw, jedno i to samo dobro, na przykład nazwa jakiegoś filmu, nazwa postaci, to może być utwór w rozumieniu prawa autorskiego ale może też być zarejestrowany znak towarowy. A zarejestrowany znak towarowy już nie podlega parodii i znaku towarowego nie możemy sparodiować bo będzie ewidentne, że chcemy w nieczysty sposób podpiąć się pod jego renomę.

A co w sytuacji kiedy chcemy działać zgodnie z prawem, jest tego bardzo dużo, czasami znajdujemy coś w internecie – jakieś zdjęcie, obrazek i bardzo ciężko jest nam dojść do tego jakie jest jego oryginalne źródło. W jaki sposób z tych wszystkich dostępnych w internecie narzędzi korzystać żeby nie być posądzonym o plagiat, o kopiowanie czegoś od kogoś, czy to jest tekst czy artykuł na bloga, czy wywiad czy może podcast czy wideo. Ogólne zasady czym się kierować, jak na to wszystko patrzeć i w jaki sposób poruszać się po sieci żeby nie plagiatować.

Zasada jest jedna. Jeżeli nie znajdziemy w łatwy sposób przy danej publikacji, danego utworu, niezależnie czy to jest tekst, grafika muzyka czy cokolwiek innego, informacji na jakich warunkach możemy z niego odpłatnie albo nieodpłatnie korzystać czy licencja, bo takie upoważnienie do korzystania to jest licencja, jaki ona ma zakres i charakter to tak na dobrą sprawę musimy przyjąć domniemanie, że to co jest w Internecie jest chronione. To jest najbezpieczniejsza praktyka.

Z drugiej strony pojawiają się coraz częściej portale, bo prawa autorskie majątkowe są ograniczone w czasie, na dzień dzisiejszy to jest 70 lat od końca roku kalendarzowego, w którym twórca zmarł, gdzie z datą pierwszego stycznia każdego, kolejnego roku pilnują różnego rodzaju kategorii utworu i informują nas jakie utwory przeszły do tej domeny publicznej i z czego możemy czerpać dodatkowo kształtując nas marketing.

Trzecia zasada to trochę taka zdroworozsądkowa. Jeżeli mamy portal, który służy do tego żeby pomieszać teksty czy przerobić tekst, który my tam wrzucimy w trybie online po to żeby próbować ukryć, że to nie jest ten tekst chociażby przez przestawienie słów no to logika powinna nam podpowiedzieć, że nie jest to dobra praktyka, a idziemy w stronę oszustwa bo są to narzędzia, które służą de facto oszukiwaniu publiczności. W tym sensie, że kopiujemy tekst z jednego miejsca, wrzucamy do maszyny, która przestawia słowa no i tutaj mamy zaciemniony obraz tego, że czegoś nie skopiowaliśmy.

Zdrowy rozsądek w wielu przypadkach jest w stanie uratować marketerów i wszystkich specjalistów, którzy w obszarze internetu działają. Powiedz mi jak w przypadku aplikacji czy danych sprzedawanych przez firmy trzecie, dające dostęp do różnego rodzaju baz danych czy miejsc w internecie, które są nie pozyskane przez nas, a przez firmy trzecie. Jak w tym wypadku należy traktować tego typu narzędzia czy dane?

Mówisz tutaj o danych osobowych czy o jeszcze jakiś innych kategoriach?

Mam na myśli sytuacje, w których firmy takie jak duże portale, wydawcy, którzy zbierają informacje o swoich użytkownikach przez kampanie realizowane na ich portalach i następnie te dane odsprzedają firmom zainteresowanym, osobom które pobrały e-booka na temat systemów IT i według tego portalu taka osoba mogłaby być zainteresowana produktem, który my sprzedajemy. czy korzystanie z tego jest legalne? Bo czy skuteczne to oczywiście zależy, często raczej nieskuteczne ale czy jest to legalne?

Tutaj na dobrą sprawę przy komunikatach wprost albo pośrednich, bo rozumiem, że mówimy o trafianiu do różnych grup odbiorców za pośrednictwem stron trzecich, znowu wchodzimy w obszary GDPR  lub RODO ale też prawa telekomunikacyjnego i świadczenia usług drogą elektroniczną. Ja bym zaliczył to do podstawowej wiedzy każdego marketera upraszczając zasady prawne e-mail marketingu. Tutaj są trzy podstawowe elementy jeżeli chcemy wykonać marketing bezpośredni w postaci rozmowy telefonicznej to musimy mieć uprzednią zgodę osoby, do której dzwonimy na to żeby do niej zadzwonić z tym przekazem marketingowym co tak na dobrą sprawę wybija nam duży procent, żeby nie powiedzieć całościowo ten rynek marketingu telefonicznego. Podmioty, które działają w tym obszarze biorą na siebie ryzyko, że ktoś to negatywnie oceni bo ciężko jest do kogoś zadzwonić z przekazem marketingowym i dopiero przy tym przekazie zacząć pytać czy on chce nam wyrazić zgodę na ten przekaz marketingowy skoro powinniśmy tę zgodę mieć zanim podniesiemy słuchawkę. To jest jeden element.

Drugi element, który działa podobnie w tej komunikacji mailowej gdzie żeby przesłać informację handlową mailem powinniśmy mieć uprzednią zgodę odbiorcy, który jest osobą fizyczną na takiego rodzaju działania. Znów ciężko jest wysłać maila z marketingiem bez posiadania takiej zgody wcześniej.

Trzeci obszar to jest RODO i rzeczywiście tutaj RODO jest najłagodniejsze z tych trzech obszarów bo w RODO jest konstrukcją jako podstawa prawna przetwarzania danych, to jest jedna z podstawowych kategorii przy przetwarzaniu danych osobowych czy ochronie danych osobowych czyli odpowiedź na pytanie dlaczego ja mogę dane przetwarzać. Mogę to robić bo realizuje umowę dla klienta, mogę przetwarzać dane kogoś bo wyraził na to zgodę. Albo jeden z takich częstszych biznesowo przypadków, mogę przetwarzać dane bo mam prawnie uzasadniony cel jako administrator danych. A takim celem jest marketing usług, towarów. Dopóki ktoś nie wyrazi sprzeciwu w stosunku do moich działań. Można powiedzieć, że RODO jest najłagodniejsze w tym obszarze i niezależnie czy mamy do czynienia z pośrednim wysyłaniem czy bezpośrednim komunikatu no to gdzieś w tym łańcuszku te zgody, czy to uzasadnienie powinno funkcjonować. Powinniśmy ze świadomością do takich baz podchodzić i to faktycznie jest taki element…znów zatoczyliśmy koło, mieliśmy nie mówić o RODO, a trochę na początku zaczęliśmy i teraz znowu wróciliśmy do tego tematu.

Na RODO skupimy się w jednym z kolejnych odcinków. Jak chronić swoje pomysły na kampanię marketingową? Wyślę 10 propozycji, klient powie, że są słabe, a po pół roku zobaczymy, że wykorzystuje te informacje gdzieś tam u siebie na stronie i wdrożył tę kampanię z wielkim sukcesem. Jak się chronić jako podwykonawca w tym wypadku czy marketer nawet pracujący w agencji?

Faktycznie to jest duży problem i dobre pytanie. Wrócę jeszcze na chwilę do umów bo przy tym warto uzupełnić ten wątek o fakt, że umowy o prawie autorskim muszą mieć określoną formę. Jeżeli wysyłamy maila z naszymi materiałami, a nie mamy umowy w formie pisemnej czy jesteśmy z kimś umówieni ustnie i żadnej umowy nie mamy spisanej, wysyłamy mu owoce naszej pracy, to co najwyżej udzielamy do tych materiałów licencji niewyłącznej. Oznacza to tyle, że klient może wykorzystać to na swoje potrzeby ale nie przenosimy na niego autorskich praw majątkowych.

Jeżeli chcemy udzielić licencji wyłącznej albo przenieść autorskie prawa majątkowe na klienta to musimy mieć sporządzoną umowę w formie pisemnej. Jeżeli dochodzimy do sytuacji gdzie niezależnie od formy udostępnienia tych utworów klient mówi „ok, nie jestem tym zainteresowany”, a za chwilę tak zaprogramowana kampania pojawia się na jego stronach oznacza to tyle, a klient nam nie zapłacił oczywiście i nie odebrał towaru, dochodzimy do sytuacji, w której on narusza nasze prawa. Nie może być tak, że on wykorzystuje nasz utwór nie zapłaciwszy za niego, a co więcej odrzucając go, odmawiając jego przyjęcia. Natomiast żeby uciąć różnego rodzaju dywagacje i spory warto jest zapisać w briefie czy w dokumencie, który wysyłamy, że bez odbioru i bez zapłaty za to dobro, klient nie jest uprawniony do korzystania z niego. Nie jest uprawniony do tworzenia swoich kampanii na jego podobieństwo czy z wykorzystaniem tego know how, które jest zakotwiczone w tym dokumencie. To powinno nas w jeszcze szerszym stopniu zabezpieczyć.

100% pewności jakiegoś wzorowania się na naszym wytworze nie mamy. To jest trochę tak jak z motywem wstępnym z Gwiezdnych Wojen. Jeżeli wymyślimy ciekawy motyw, ciekawy kierunek marketingowy to musimy się pogodzić z tym, że nikt ale nikt nas nie powstrzyma. To tak jak kiedyś zaczęły się rozpowszechniać krasnale ogrodowe w ogrodach. Ktoś postawił jednego krasnala i to się zaczęło rozprzestrzeniać. Jeżeli chodzi o sam styl, sam koncept kierunkowy no to musimy się pogodzić z tym, że jeżeli naszym pomysłem reklamowym będzie chodzenie w spodniach z kreszu i inne agencje marketingowe zaczną to rekomendować to my nic na to nie poradzimy. Ale przepis na konkretną kampanię marketingową jak najbardziej możemy zastrzec w tym sensie, że są narzędzia prawne, że bez określonego uprawnienia z naszej strony inni nie mogą z tego korzystać. Ale tak jak powiedziałem, warto zapisać jeszcze zastrzeżenie, który doprecyzuje, że dopóki klient nie zapłaci, nie odbierze tego dobra to nie może z niego korzystać ani się na nim wzorować przy swoich własnych kampaniach.

A co z taką sytuacją, w której firma X, duża, międzynarodowa korporacja ogłasza przetarg na nową stronę internetową, zaprasza do niego 40 agencji i każda w ramach przetargu musi przedstawić koncept graficzny. Za taką pracę najczęściej nie dostaje się wynagrodzenia. Nasz design, który zrobiliśmy dla klienta jest super fajny w naszym przekonaniu. Klient mówi, że mu się nie podoba, wybiera inną agencję, a za rok widzimy bardzo zbliżony design nowej strony, który jest prawie identyczny z naszym. Co w takiej sytuacji?

Jeżeli z warunków przetargu nie wynika to uprawnienie do korzystania z takich projektów, to firma nie powinna tego robić. Natomiast to czy doszło do naruszenia i skopiowania danego rozwiązania czy też do wprowadzania odbiorców w błąd wchodzimy w kwestie occene, prawa własności intelektualnej i pytanie czy rzeczywiście to jest kopia czy ogólny kierunek artystyczny. Jeżeli tak jak mówisz to była kopia to nie powinno być większych problemów żeby firmę w ten czy inny sposób pociągnąć za odpowiedzialność.

Bardzo wartościowe odpowiedzi, powiem ci że jak ciebie słucham to widzę, że na co dzień masz z tym styczność i wiesz czym to się je. Omówiliśmy sobie ten obszar umów, narzędzi, nieuczciwych praktyk i zbliżamy się już do końca.

Czy coś jeszcze przychodzi ci do głowy co chciałbyś przekazać marketerom, specjalistom, którzy słuchają naszego podcastu. Co jeszcze powinni z aspektów prawnych znać, chociaż w podstawowym zakresie?

Wydaje mi się, że na początek to i tak sporo. Chociaż może jeszcze jeden komentarz dotyczący umów bo z tym coraz częściej spotykam się przy umowach typu marketplace. Freelancerzy, którzy opiekują się marką albo grupą marek podmiotu lub podmiotów często w tym pędzie podpisują jedną umowę, która obejmuje promocję marek na różnych kanałach skupionych w rękach kilku podmiotów. Czy to w grupie znajomych, ściśle współpracujących firm czy firm powiązanych kapitałowo.

Umowę z freelancerem podpisuje jedna osoba, ta która jest w najlepszym standingu finansowym i jest w stanie zapłacić freelancerowi za to żeby on się tymi kanałami marketingowymi zajmował. To już trochę jest na marginesie tych naszych rozważań o odpowiedzialności, o tym jak umowa powinna być skonstruowana aczkolwiek trochę dotyka tych wątków.

Jeżeli mamy sytuację, w której jeden podmiot płaci za promocję marek, które są w rękach innych podmiotów to możemy mieć problemy podatkowe, z rozliczeniem takiej faktury. Jeżeli ja jako Rafał Malujda płace za promocję swojej marki ale też twojej marki to pojawia się pytanie czy całą taką fakturę mogę wrzucić do kosztów uzyskania przychodów. Czy jednak nie powinienem z tobą podpisać jakiejś umowy działając w grupie, że ja zajmuję się promocją marki związku z tym część tamtej faktury będę refakturował. To są rzeczy, które na etapie podpisywania umów są w ogóle niezauważalne zazwyczaj zaczynamy je zauważać jak się odbijemy od księgowej jeżeli mamy oczywiście księgową, która takie elementy wychwyci.

Czyli jeszcze jedna porada na koniec, znaleźć księgową, która będzie takie elementy wychwytywać i potrafiła dać informacje zwrotne żeby nam to lepiej szło. Bardzo mi się fajnie z tobą rozmawiało Rafał, bardzo się cieszę że się udało spotkać w końcu. Powiedz na koniec jeszcze gdzie można cię znaleźć w Internecie.

Najprościej na www.malujda.pl, staramy się publikować informacje dotyczące różnych ciekawostek prawnych, bardzo różnych obszarów.

Dziękuję bardzo, było mi bardzo miło.

 

Przydatne linki:

– Kalkulator tego, czy utwór przeszedł do domeny publicznej:
domena.koed.org.pl

– Gdzie warto poszukiwać utworów, które przeszły do domeny publicznej (należy starannie sprawdzać oznaczenie przy każdym utworze, który chcemy wykorzystać):
www.europeana.eu/portal/pl
www.loc.gov/collections/
www.flickr.com/commons
www.openimages.eu/.en